Music‎ > ‎Recenzje płyt (pl)‎ > ‎

Brendan Perry - "Eye of the hunter"

Dead Can Dance był zespołem, którego muzycznej wielkości nie sposób zakwestionować. Niesamowite kompozycje Lisy Gerrard, Brendana Perry`ego i ich współpracowników, nasycone tajemniczością i oryginalne nad wyraz utwory pozostają świeżymi i odurzającymi swoim pięknem nawet w kilka lat po rozpadzie Grupy. "Eye of the hunter" - "Oko łowcy", solowy krążek Perry`ego, choć nie pierwszej młodości (płyta została wydana w 1999 roku) zasługuje z pewnością na uwagę i dlatego podjąłem się jego recenzji. Jest to mało znane, ale ze wszech miar warte uwagi wydawnictwo.

Nieco inaczej niż Żeńska Połowa zespołu, Brendan z eterycznych, wokalnie pozakręcanych brzmień rezygnuje; na jego płycie sygnowanej logo 4AD nie znajdziemy nic z tak charakterystycznych środków wyrazu, do jakich przyzwyczaiło nas DCD. Nie ma tu utworów przywodzących na myśl Saltarello z "Aiona" lub ciężkich, gotyckich prawie brzmień z debiutanckiej płyty Umarłych. Nie ma również tchnących oddechem Afryki kompozycji w stylu "Nierici". Jest za to miękki, ciepły wokal, są gitary i piękne, choć krótkie, poetyckie ballady. Najbliżej im klimatem do "Don`t fade away" i podobnych utworów; po prostu widać, jak kształtowały się poglądy na muzykę poszczególnych członków wielkiego Dead Can Dance w latach jego świetności; Lisa swoje, Brendan swoje :) Zdecydowanie jednak warto posłuchać i tych indywidualnych dokonań. I chociaż nie jest to art-rock ani progmetal... Poświęcić im chwilkę. Odsuńmy jednak na bok równie ciekawe płyty Pani Gerrard i skupmy się na "Oku łowcy".

Płytę rozpoczyna kompozycja "Saturday`s child" - spokojna, jak i reszta krążka, zwiewna, o niesamowitym brzmieniu i dobrym, choć prostym i niezawoalowanym tekście. Następnie autobiograficzna, jak mniemam, "Voyage of Bran" - jeden z ładniejszych utworów, bardzo nastrojowa kompozycja w barwnym, miękkim i głębokim klimacie. "Medusa" - fascynacja Brendana mitami i tajemniczymi historiami daje o sobie znać; smutno, jesiennie, aczkolwiek bardzo interesująco. Przejście w "Sloth" i kolejny pasaż, a właściwie pejzaż (chciałoby się rzec Muzyczny, a dodatku najlepiej brzmiący w Nocy ;), pieśń rozmarzona i nieco bardziej optymistyczna w wyrazie, niż jej poprzedniczki. Potem najżywsza "I must have been blind" - jeśli Chcecie usłyszeć coś, co przywróci Wam Nadzieję, taką przez duże N, posłuchajcie jej. Wspaniale działa na wyobraźnię i, choć niewesoła, przywraca ducha. Leczy, można by rzec. Poza tym... Kojarzy się jednoznacznie z doskonałym "Don`t fade away" właśnie.

Przez "Captive heart" (ze wspaniałym motywem tykającego zegara, który to widać, przysięgam - widać, jakby to Shakespeare powiedział "in my mind eyes", kiedy wsłuchać się w słowa Brendana...) przechodzimy do najpiękniejszego, niesamowicie psychodelicznego utworu: "Death will be my bride". I choć przyznać muszę, że optymizmu w nim nie uświadczysz, to o jego klasie i klimacie nie sposób dyskutować czy też negować go w jakikolwiek sposób. Kiedy się go słucha, ma się przed oczami zawiane liścmi, romantyczne, gotyckie cmentarzystko wśród zamokniętych i mglistych pagórków Walii :) Wrażenie to towarzyszy słuchaczowi niestety tylko przez sześć minut - mogę śmiało przyznać, że mało znam tak nastrojowych utworów. Uwaga! Nie polecam odsłuchu w chwilach załamania nerwowego... Muzyka samobójców, po prostu. Śmiertelnie smutna, ale rewelacyjna. A potem... Potem kończy się płyta, spokojnym, na swój sposób pocieszającym "Archangel". I tyle... 38 minut. Ale za to jakich...

Zwraca uwagę rewelacyjna, rzadko słyszana na innych krążkach jakość nagrania. Okazuje się, że praca Brendana, prowadzona w przerobionym na studio nagraniowe kościółku gotyckim przyniosła doskonałe efekty, które dodatkowo udało się spotęgować dźwiękowcowi. Głębia muzyki jest nieporównywalna z niczym; najdziwniejsze jest to, że słuchając płyty ma się wrażenie - dosyć irracjonalne, przyznam - że nagrywano ją w... nocy. Nie potrafię tego wyjaśnić - po prostu takie są moje odczucia, których życzę Wszystkim.

Oceniam "Eye of the hunter" na siedem punktów. Nie jest to Dead Can Dance - ale na pewno nie można powiedzieć, że Perry wyczerpał swój potencjał. Solidny, warty zakupu kawał roboty. Pozycja obowiązkowa na półce tych, którzy porozumiewają się z umysłem przez pryzmat poezji...

2001-10-11
Comments