Music‎ > ‎Recenzje płyt (pl)‎ > ‎

Nightingale - "Alive again"

Nightingale powraca. Oczywiście, znów mamy do czynienia z produkcją na najwyższym poziomie. Nie ma się czemu dziwić, przecież za całym projektem stoi Dan Swano... Wiem, wiem - pewnie jestem z lekka stronniczy i zapatrzony w osobę genialnego Szweda. Ale nie ma się czemu dziwić; wszakże, czego ten człek nie dotknie, od razu zamienia w złoto. Tak samo jest tym razem. Kiedy tylko Dan napisał mi, że zamierza wkrótce wysłać redakcji swoje najnowsze dzieło, nie mogłem opanować radosnego podniecenia. Wszakże ostatnie "I" stało się dla mnie płytą magiczną, jedną z tych niewielu na dobry i zły nastrój, unikatową, a będącą przecież świadectwem dokonań zwykłych śmiertelników. Paczkę z Orebro rozpakowywałem z drżeniem rąk... Nie spodziewałem się rozczarowania. I słusznie. Promo, które otrzymałem, mówiąc żargonem DDarka, "urywa" pewną szacowną część ciała (dla wyjaśnienia dodam, że chodzi o obszar, w którym plecy tracą swą szlachetność).

Zaczynamy od spokojnego, króciutkiego "Recollections". Zaraz po nim, uderzenie iście Danowe - pięciominutowy "Shadowman", harmonijna kompozycja rockowa z dobrym tekstem i urzekającą melodię. Właściwie cały album jest ich pełen; piękne, rozbudowane tematy muzyczne - weźmy dla przykładu najdłuższy na płycie "Eternal" - nie pozostawiają suchej nitki na chusteczkach do nosa zatwardziałych romantyków. Wszystko w tej muzyce płacze; pełna jest głębokich, zintensyfikowanych refleksji i odwołań do poezji, tej wewnętrznej, obecnej w każdym z nas. Balladowo-piosenkowy charakter kompozycji wykazuje oczywiste podobieństwa do płyt poprzednich; nie jest to w żadnej mierze granie progresywne, ale na pewno piękne i poruszające. Chociaż, jak zwykle w produkcjach Dana słychać tutaj odniesienia do art-rocka lat osiemdziesiątych (którym to Swano jest głęboko zafascynowany), to jednak Nightingale pomimo całej swej regresywności jest zadziwiająco oryginalne. To, co szczególnie zwraca uwagę, to wielka refleksyjność przekazu pomimo dosyć momentami energetyzującej formy. Osiągnięto to zdaje się poprzez absolutnie unikalne, ciepłe i optymistycznie nastrajające duszę brzmienie. Z "Alive again" jest tak jak z miłością do starych, zakurzonych fotografii rodzinnych - choć oglądało się je miliony razy, wciąż sięganie do nich przywołuje odczucia jak najbardziej pozytywne.

Tym razem Swano dobrał sobie do zespołu dwóch jeszcze, poza znanym z "I" Tomem Nouga, muzyków. Zająwszy się wokalami (co jest jeszcze jedną z zalet płyty, nie samym growlingiem Swano żyje :), klawiszami i gitarami, a Tomowi pozostawiając drugi parapet i oddając pieczę nad resztą partii gitar nie granych przez siebie - pozostawił spore pole manewru dla umiejętności basisty Erika Oskarssona i Toma Bjorna, perkusisty potrafiącego idealnie wczuć się w wysublimowany klimat Nightingale. Razem zespół stworzył coś bardzo ładnego. Przestałem żałować, że nie mogłem Dana obejrzeć na koncercie Star One. Wiem, że w tym czasie zajęty był miksowaniem "Alive again" - czas ten się opłacił. Nieustający w staraniach do osiągnięcia absolutnej maestrii kompozytorskiej Szwed z Orebro jest coraz bliżej zrealizowania swojego celu.

Na dołączonej do płyty kartce Dan nabazgrał ołówkiem "Hope you like it!". Prorocze słowa. Podoba się. Bardzo. Bardziej chyba nie może. Najnowsza płyta Nightingale dostaje ode mnie 10, jednak - aby stało się zadość żądaniom redakcyjnych Kolegów, którzy twierdzą, że czasem z ocenami przesadzam, wystawię jej oficjalną ósemkę. I tak wiem swoje...

"Alive again" zostanie w Polsce wydane już wkrótce. Niepoprawni romantycy na start. A potem paczka chusteczek do nosa, ciepła herbatka i odlot w domowym zaciszu. Choć na okładce nie ma niczego podobnego, ja spokojnie dopisałbym tam marillionowe "Play it loud with lights off".

2002-11-18
Comments