Music‎ > ‎Recenzje płyt (pl)‎ > ‎

Nightingale - "I"

Dan Swano. Postać, która na stałe zapisała się w historii współczesnej muzyki metalowej i art-rocka. Lider i założyciel legendarnego Edge of Sanity, twórca awangardowego Pan-Thy-Monium, znany producent nagrań, multiinstrumentalista... Wymienić wszystkich projektów Dana nie sposób; jego prace ocierały się o każdy prawie z możliwych gatunków, od death metalu po art-rock (Unicorn). Pewnego dnia Dan postanowił, że z jednym z pobocznych zespołów, który współtworzył z Tomem Nouga zrealizuje album refleksyjny, oscylujący pomiędzy art-rockiem a gotykiem w tej ciepłej odmianie, jaką serwowało swego czasu Sisters of Mercy. I tak powstało "I". Jedno z najwybitniejszych dokonań młodego Szweda, który przyznaje, że największą miłością jego życia są żona Anastazia i... Marillion.

Nightinale to bardzo ciekawy zespół, gdyż oprócz Dana Swano w jego skład wchodzi jedynie... Wspomniany Tom Nouga. W praktyce do nagrania płyty wykorzystano pełne instrumentarium właściwe dla tego typu projektów, a swoje klawiszowe "co nieco" dodał do płyty Clive Nolan, grający tym razem jednak w sposób zupełnie niewłaściwy sobie, to jest wcale nie przeładowany tak ulubionymi przez niego popisami.

Najkrócej "I" opisać można w ten sposób: gdyby Marillion ery Fisha wzbogacić nieco o brzmienie Sióstr Miłosierdzia, otrzymalibyśmy właśnie Nightingale. Tak ciepłej, przyjaznej i głębokiej płyty nie słyszałem już od dawna. Tchnie ona niespotykanym optymizmem, jest przyjazna, czuć bijące z niej pozytywne emocje - a nie jest jednak neoprogiem w postaci melancholijnej czy nadmiernie radosnej, jak Jadis. Instrumentalnie jest na wysokim poziomie, ponieważ, jak okazuje się - to, że Dan gra na wszystkim, co wydaje z siebie jakiekolwiek dźwięki, nie oznacza wcale, że gra słabo. Przeciwnie. Wypracował on sobie pewne dosyć oryginalne brzmienie, które można od pierwszych akordów zidentyfikować. Jego kolega z zespołu, Tom, również bardzo dobrze daje sobie radę, operując na tych samych instrumentach co Swano - panowie po prostu się wymieniają. Uniwersalność godna podziwu. Smaczku dodaje fakt, że niektóre z kompozycji obecnych na płycie Dan stworzył mając piętnaście lat, a dwa lata temu jedynie wyciągnął je z szuflady. Oszałamiające.
Do tego dochodzi wspaniały wokal Dana... Miękki i głęboki głos, zupełnie inny od tego, do jakiego przyzwyczajeni byliśmy na płytach Edge'ów. Momentami do złudzenia podobny do wokalu Andrew Eldrichta, kiedy indziej niższy jeszcze bardziej i pełen emocji. Balladowe "Alonely", energetyczne "Scarred for life"... Tego po prostu trzeba posłuchać. I odpłynąć.

Tekstowo płyta również prezentuje sobą bardzo wysoki standard. "I" porusza zagadnienia zagubienia, nieświadomości otaczającego świata, samotności, cierpienia, nieszczęśliwej miłości... Można by rzec, że to normalna tematyka, jak na tego typu produkcję i jest to prawda; jednakże Nightingale udało się skomponować mieszankę, która wzruszy nawet osobników zatwardziałych. Ta płyta tworzona była chyba z myślą o romantykach, którzy wciąż płaczą przy "Script of a Jester`s Tear" czy "Brave".

Mimo dwóch lat, wydawnictwo nic a nic się nie zestarzało. Jest to po prostu propozycja najwyższych lotów, wobec której nie powinno się przechodzić obojętnie.

2002-09-05
Comments