Music‎ > ‎Recenzje płyt (pl)‎ > ‎

Star One - "Space metal"

Arjena Anthony`ego Lucassena przedstawiać nie trzeba. W świecie progmetalowym jego pozycja jest niezachwiana; od kilku ładnych już lat na nowe albumy formacji Ayreon z utęsknieniem czekają rzesze Progfanów. Jakaż więc była moja radość, kiedy w świeżej paczce od Pana Listonosza znalazłem promocyjną wersję najnowszego dzieła Lucassena... Tym razem Holender postanowił stworzyć album pod szyldem Star One - nazwał go "Space Metal", co, przyznam - w pierwszym odruchu - kojarzyło mi się co najmniej pospolicie :) Mimo wszystko, podchodziłem do płyty bez uprzedzeń, a nawet z nadzieją na coś miłego. Zwłaszcza, że wydaniu towarzyszy najładniejsza chyba okładka z dotyczasowych projektów Anthony`ego.

I nie rozczarowałem się, oczywiście. Pomimo faktu, że Star One nie tchnie żadną świeżością - Arjen tworzy muzykę od lat trzymającą się tych samych ram - to bardzo mi się podoba. Po co na siłę produkować kolejne progmetalowe łamańce, skoro można zadowolić słuchaczy tą samą, sprawdzoną, znaną i lubianą muzyką? Podejście jak najbardziej słuszne - zwłaszcza, że o zjadaniu własnego ogona w przypadku Ayreon mowy być nie może, gdyż jest to muzyka szlachetna i bardzo profesjonalnie podana.

Do nagrania dwupłytowego "Space Metal" zatrudnił nasz Holender kilku Specjalistów. Wokalnie zabijają - Russel Allen (Symphony X), Damian Wilson (ex-Threshold, ex-Landmarq), Floor Jansen (After Forever), Dan Swano (Edge of Sanity), Robert Soeterboek (Wicked Sensation) i Dave Brock - żywa legenda, swego czasu prężnie działający w formacji Hawkwind (którą Arjen szczególnie poważa za wkład w rozwój "kosmicznego art-rocka", jak sam mawia). Instrumentaliści również rekrutują się spośród śmietanki - nikogo nie zdziwi obecność klawiszowca Erika Norlandera (Rocket Scientist) czy gitarzysty Gary`ego Wehrkampa (Shadow Gallery) - dodatkowo mamy tu jeszcze bardzo skutecznie obsługującego klawisze Jensa Johannsona (Dio, Yngwie Malmsteen, Stratovarius) i Eda Warby`ego na perkusji. Ich gra jest po prostu rewelacyjna. Tematyka albumu? Jak zwykle, kosmiczno - fantastyczne impresje. "Space Metal" składa się z dwóch płyt, na których Arjen w zawoalowany sposób opowiada o... swoich ulubionych filmach science fiction. Mamy tu aluzje do "Gwiezdnych wojen", "Stargate" czy "Zagubionych w kosmosie". Przyznam, temat tyleż oryginalny co infantylny. Jednak "Space Metalu" słucha się świetnie!

Warto zwrócić uwagę na doskonałą formę wokalną śpiewaków. Damian Wilson nie zachwycił mnie tak od czasów "Wounded Land" Threshold. Russel Allen - jak zwykle, klasa najwyższa! Floor Jansen tworzy niesamowity klimat; ta Pani śpiewa naprawdę dobrze, w sposób chwytający za serce. Niestety, brak mi trochę growlu Dana Swano, tak dobrze znanego z pięknej płyty tegoż "Moontower" czy pracy z Edge of Sanity... Arjen zapytany o to, dlaczego Dan nie "rzyga" odpowiedział: "Dan mówi, że nie będzie nigdy więcej wrzeszczał. To szkodzi jego gardłu". Cóż... Wielka szkoda. Mamy jednak na płycie Star One kilka całkiem ciekawych wokaliz śpiewanych przez Swano głosem jak najbardziej normalnym.

Do moich zdecydowanych faworytów na pierwszym krążku zaliczyć można "High moon" - piękny utwór, przywodzący na myśl fragmenty wcześniejszego "Dream Sequencer". Równie dobry jest także "Eye of Ra" czy "Starchild"... Miłośnikom Wilsona polecam "Master of darkness" - słychać, że Damian wielki jest i basta! W zasadzie, płyta jest bardzo równa i słucha się jej z przyjemnością pomimo uczucia lekkiej wtórności odsłuchu. Saga Flight of the Migrator odbiła piętno na muzyce Arjena i zapewne tak już pozostanie :) Tyle pierwszy dysk. Bonus (do końca pewien nie jestem, czy będzie on dodawany do wydania po-premierowego) składa się z kilku utworów; mamy tu bardzo fajny, space-rockowy "Hawkwind Medley", cover Dawida Bowiego "Space oddity", który w całości został zaśpiewany i zagrany przez samego Arjena, alternatywną wersję "Starchild" zmiksowaną w Dolby Pro-Logic oraz dwie wersje utworu "Spaced out" (z czego jedna "prowadzona" jest przez Dana S) plus dosyć ciekawą kompozycję "Inseparable enemies". Największa niespodzianka czeka jednak tych, którzy dożyją bez zejścia w błogostan do końca krążka; czai się tam bowiem ukryta ścieżka, nagrana przez nie wymienionego na liście płac Donovana, hippisowskiego angielskiego artysty z lat 60-tych. Tematyka króciutkiego, gitarowego, przypominającego szantę utworu traktuje o... środku przeczyszczającym dla kosmonautów. Polecam szczerze; skręcałem się ze śmiechu.

Podsumowując, stawiam nowej produkcji Arjena Lucassena osiem punktów. Nie dam pełnej dziesiątki; brakuje mi troszeczkę czegoś świeżego. Nie zmienia to jednak faktu, że Star One jest płytą bardzo, bardzo dobrą. Fani Ayreona na pewno się nie rozczarują.

2002-04-18
Comments