Music‎ > ‎Recenzje płyt (pl)‎ > ‎

Void of Silence - "Human antithesis"

Krocząc śladami niejakiego Alana Nemtheangi (i to prawie dosłownie, gdyż rzeczonego udało mi się poznać i parokrotnie zagadać przy okazji wizyt w dublińskim Sound Cellar), całkiem dobrego rzygo-śpiewacza z irlandzkiego, post-blackowego Primordial dotarłem do jego ostatniego projektu: Void of Silence. Wraz z włoskimi muzykami – Riccardo Confortim i Ivanem Zara, Alan stworzył dzieło o ile nie wybitne, to na pewno walące w szczękę. Zwłaszcza moją, wyczuloną na posępne, złe, przegniłe i... jakże prawdziwe w wymowie brzmienia. Mimo, iż nazwa kapeli sugerowała by kolejny progmetalowy wynalazek, to tylko wrażenie pozorne... Void of Silence nie ma z progmetalem nic wspólnego. Żeby być szczerym, nie jestem nawet pewien, czy ma cokolwiek wspólnego z muzyką na wskroś progresywną. Być może – jednak raczej w ogólnie pojętym sensie, niźli na płaszczyźnie daleko posuniętego eksperymentatorstwa muzyków. Ale do rzeczy (Guinness chłodzi mój rozpędzający się łatwo umysł, wybaczcie, drodzy Czytelnicy...) Cóż to zatem jest to Void of Silence?

Ano, odpowiedź nie jest taka prosta. Płyta łączy klimaty zwykłego, starego, dobrego doom metalu, brzmienia typowe dla gotyku, bardzo dużo elektroniki i tzw. muzykę z głębi żołądka, czyli pospolicie zwane „rzygi” w jedną spójną i doskonale zharmonizowaną całość. Jednak nie muzyka w sensie melodii stanowi o właściwej wartości „Human antithesis”. Prawdziwe złoto, a raczej przerdzewiała, dziurawa i śmierdząca kupa złomu (och, jakże ukochanego!) czai się w tekstach Alana. Generalnie rzecz biorąc, płyta jest ogromnym, smutnym i powalającym epitafium człowieczeństwa. Wojna, głód, nieszczęścia, boska wola, kataklizmy, wszystko to, co nas niszczy – tak naprawdę jest nieuniknione, bo jesteśmy ludźmi. Bo wszystko to spowodowaliśmy sami... A Bóg dołożył tylko do naszej niedoli swój pierwiastek, tnący niczym brzytwa i kłujący jak igła. Wierząc w niego ślepo, zabrnęliśmy do nikąd. Taka przynajmniej jest teza Nemtheangi, Wam pozostawię jej osąd.

You can pray to God
You can pray to Allah
You can pray to whomever
He will not hear you
He cannot hear you
Your empty prayers
Embarass yourself...
Like some infected junkie
Searching for a fix [...]

Wesołe to to nie jest. Tak czy inaczej – gwarantuję doskonałe, rewelacyjne wręcz, rażące we wszystko co wątpliwe, teksty. „HA” to płyta dla ludzi myślących, ostrzegam więc – szukacie łatwego i przyjemnego tła do uprawiania seksu albo sadzenia ogórków, wybierzcie raczej najnowszą Britney. Dla łaknących prawdziwie ciężkich i „spod-znaku-starej-anathemy” wynalazków tekstowych zapraszam głównie do zwiedzenia bookletu i wchłonięcia jego zawartości, uważnego, z zainteresowaniem. Wrażenie murowane. Mnie, w każdym bądź razie, uderzyło. Nie znalazłem bowiem w VoS żadnych nawiązań do zabawkowego satanizmu, potępieńczych, obrazoburczych opowieści o demonach gwałcących dziewice a jedynie rzeczy bolesne i prawdziwe. I to podane w profesjonalny, urzekający (o ile urzekające może być śpiewanie o tym, że nadszedł kres naszej cywilizacji...) sposób.

Troszeczkę o muzyce – gitary obsługiwane przez Zarę tudzież klawisze, gary i inna elektronika brzmią świetnie, mimo, iż dużo tu syntetyki. Muzycznie kompozycje przywodzą mi najbardziej na myśl Third and the Mortal, trochę starą Anathemę właśnie, a kto wie, może i Fields of the Nephilim gdzieś daleko, daleko? Wokale są znakomite. Alan płynnie porusza się po całej skali, przeskakując od złowieszczych deklamacji do pięknego śpiewu (kiedy usłyszycie, jak wyrykuje „I curse the day I was born!”, stracicie piątą klepkę z wrażenia...) i opętańczego, acz wciąż mięsistego i rozpoznawalnego rzygu w „To a sickly child”. Zaiste, nie spodziewałem się po Primordialowym wokaliście aż takiego obycia z techniką wokalną. Wprawdzie moi irlandzcy koledzy kierowali moją uwagę w stronę Nemhteangi mówiąc, że to najlepszy wokal jakiego mają, jednak spuszczałem (wybacz mi proszę, Boże, tak prostackie określenie :)) na wołania te pobłażliwy uśmieszek. Myliłem się. O, jakże się, kurde, cieszę! Primordial – mimo, że post-blackowe i bardziej Borknagara mi przypomina niźli posępnych pożeraczy z Norwegii w stylu dla jaj zmontowanego naprędce Carpathian Forest – ma się jednak do dojrzałego i przemyślanego Void of Silence jak poduszeczka na igły Waszej Cioci do jeża.

A-must-hear. Masakra. Musicie usłyszeć, jeśli cenicie smutną muzykę. Dla mnie „Human anthitesis” to jedna z kandydatek do płyty roku, startująca z wysokiej pozycji. Na zakończenie pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden cytat, tym razem z utworu „To a sickly child” – dla wszystkich nas, dzieci, chorych od urodzenia. Chorych na człowieczeństwo.

You are a sickly child
Without the strenght
To meet the weight of this world
Where we did go wrong?
How did we go wrong?
What shall the solution be?

Huge thanks to Cathal Rodgers. You rule, dude! :)

2004-07-08
Comments